Trzeci.

2010-04-01 23:23:29

-Tańczę na krawędzi samoumartwienia. Wiatr huczy, przechyla mnie, nie pozwala mi złapać równowagi…! Spadam, spadam w tą ciemną otchłań, wiem, że nie wyjdę, nie ucieknę, przed Tobą, drogi Losie. Że będziesz tam ze mną już zawsze, że sczeznę tam z tobą, lub nie! Darujesz mi nieśmiertelność, z dala od sensu, bez snu, wiecznie z Tobą!  Zapomnieli o mnie, wszyscy, cały świat, mam tylko Ciebie! Powiedz, że słyszysz…- pochyliła głowę, twarz przysłoniła jej kurtyna włosów. Publiczność zgromadzona w teatrze zamarła, wpatrując się w scenę, pozbawioną jakichkolwiek dekoracji, praktycznie bez scenografii- jedynie na środku, przywiązana do prostego, drewnianego krzesła siedziała ta, dla której tu przyszli, Aleksandra Kiliańska. Kończyła jeden ze swoich najsłynniejszych monologów, „Dialog z Losem”. Żadne słowa nie były w stanie oddać sposobu, w jaki aktorka wypowiadała słowa, jak modulowała głos, jak go zawieszała i bez ostrzeżenia krzyczała. Głowa nieco się uniosła- Daj mi tylko jedno, najukochańszy. Jedno jedyne. Pozwól mi wybrać- szepnęła przenikliwie. Kurtyna opadła, obraz na ekranie powoli zaczął śnieżyć.

-Cholerne video- burknęła pod nosem Agata. Dojrzała jeszcze jak reżyserka spektaklu wraz z suflerem odwiązują, uśmiechającą się z ulgą i radością Kiliańską, jak kłania się przed publicznością, i z tym samym, niezmiennym wyrazem zaskoczenia i wdzięczności, podnosi z podłogi, ofiarowane jej kwiaty.

-Oglądasz własność…- suchy kobiecy głos zakończył nagranie.

-Wiem co oglądam! Własność Biblioteki Narodowej, wiem!- dziennikarka burknęła ze zniecierpliwieniem, wyjmując kasetę z odtwarzacza. Zamknęła oczy i oparła się o brzeg stołu. Coraz więcej czasu poświęcała aktorce, szybko też zorientowała się, że spakowanie jej życiorysu w jednostronicowym artykule zakrawa o niemożliwe. Wiedziała także, że bazowanie na Sarbie, istnej skarbnicy wiedzy o Kiliańskiej nie zaprowadzi jej daleko- był całkowicie subiektywny. Potrzebowała jeszcze kogoś, komu była bliższa, kto znał ją jeszcze lepiej. Zerknęła na zegarek. Za kilka minut miał się pojawić jej rozmówca. Idąc do łazienki, umyć popielniczkę, uchwyciła swoje odbicie w lustrze wiszącym w przedpokoju. Zatrzymała się i przyjrzała uważniej. Widziała wysoką, bladą blondynkę, z włosami spiętymi wysoko, żeby nie fruwały wokół twarzy. Miała pobladłe zielone oczy, lekko skośne. I mocno zarysowane usta. I zdecydowanie nie wyglądała na profesjonalną dziennikarkę. Obiecała sobie, że ostatni raz podejmie Sarbę ubrana jak Jańcio Wodnik.

 

-Oboje byliśmy powojennymi dziećmi. Ola urodziła się w czterdziestym siódmym, w samą wigilię. Jej ojca nigdy nie poznałem. Wiem, że był grafikiem, w przedwojennej Warszawie, projektował plakaty do Adrii i warszawskiego Ateneum. Zrobił nawet jeden plakat dla Studenckiego Teatru Satyryków, zdaje się, że ich pierwszy. Wiem, bo matka Olgi przez całe życie przechowywała jego szkice jak relikwie, miała gdzieś nawet listy i potwierdzenia odbioru zapłaty. Z tego co pamiętam, to kilka jego prac nawet wisiało w ich mieszkaniu. Sprawdź sobie, tą Adrię i Teatr Satyryków, bo widzę, że nie masz pojęcia o czym mówię- spojrzał na nią ironicznie i wypuścił kłąb papierosowego dymu. Agata zaczerwieniła się ze wstydu i wściekłości. Sarba na starość, był koszmarnie zgryźliwy. Dziennikarka wiedziała, że bezpośrednią przyczyną takiego zachowania jest ogromne zgorzknienie- Jego pewnie też słabo kojarzysz o ile w ogóle, więc wpisz w Internet Wiktor Kiliański i zobacz, co oznacza być utalentowanym. Dzisiaj wystarczy kilka koślawych pacnięć na płótnie i już wielka sztuka. Kiedyś, trzeba było się bardziej namęczyć- burknął melancholijnie, jakby taki stan rzeczy był bezpośrednio jej, Agaty winą.

-A jej matka? Kim  była?- zapytała szybko zapisując na marginesie notatnika nazwy kabaretów i swoje obserwacje na temat Sarby.

-Matka Oli? Ona była krawcową. To pozwoliło im przeżyć wojnę, praktycznie ona ich utrzymywała. Nie była tak wykształcona jak Wiktor, ale miała coś cenniejszego- była zwyczajnie zaradna życiowo. Przez wojnę umierała ze strachu, zdobywając jedzenie i zrywając z murów propolskie plakaty męża, rysowane dla podziemia. Wierzyła w Polskę, ale miłość do była silniejsza. On miał cholernie charakterystyczną kreskę, chyba cała Warszawa ją znała. A z Warszawą, mogli ją poznać Niemcy- zamknął na moment oczy i zamilkł. Agata już się do tego przyzwyczaiła. Do tych chwil zadumy i momentów niepewności. Czasem irytowało ją, że to on dyktował warunki rozmowy, decydował o przerwach i nie pozwalał zmieniać z góry ustalonego przez siebie planu. Z drugiej jednak strony stwarzało jej to pewien komfort pracy, nie musiała martwić się, że będzie wyciągać z niego informacje siłą, albo że będą siedzieć i gadać o niczym do rana- Miała na imię Izabela i powiem szczerze, że nie wiem po kim Olka odziedziczyła urodę- zaśmiał się sucho- W każdym razie, kiedy ją poznałem, była rozbita aresztowaniem męża. Nigdy więcej go nie zobaczyła. Wyprowadzili go w którąś sobotę 1955 roku. Jak wiesz, dzień później poznałem jego córkę. One obie nigdy nie przestały wierzyć w to, że przeżył- uniósł się w fotelu i spojrzał jej w oczy- Rozumiesz to? Łatwiej było im myśleć, że jemu już na nich nie zależy! Że uciekł i zapomniał o dawnym  życiu, niż w to że umarł! Nigdy nie potrafiłem tego zrozumieć!- warknął zrezygnowany. Agata zamyśliła się. Pierwszy raz widziała go tak wzburzonego i zadziwionego.

-Skąd pewność, że nie przeżył?- zapytała protekcjonalnie, czego jeszcze wymawiając ostatnią sylabę gorzko pożałowała. Sarba szybkim ruchem zgasił papierosa i gwałtownie zerwał się z fotela.

-Ignorantka! Jesteś żałosna w swojej niewiedzy! To nawet nie jest naiwność, tylko głupota!- z całej siły uderzył pięścią w stół. Agata podskoczyła ze strachu. Ten zamknięty w sobie człowiek, zgorzkniały i samotny, okazał się wybuchowy. Wtedy zrozumiała, że stał na straży swoich czasów, był ich żywym wspomnieniem. Bronił ich legendy, wymazywał białe plamy, chwalił ich blaski, krytykował cienie.

-Ja wcale nie…

-Oczywiście, że nie! W szkole o takich rzeczach nie mówią, trzeba samemu się ruszyć i skojarzyć pewne rzeczy. Nie rozumiesz? Naprawdę nie rozumiesz, że wtedy nikt stamtąd nie wracał? Nikt! Pojawienie się ich w drzwiach to było jak wyrok. A Ola z matką miały szczęście, że same przeżyły. Nie mogę znieść, że z takim lekceważeniem podchodzicie do tragedii które nas spotykały, bo tak to trzeba nazwać- skrzyżował ramiona i ostentacyjnie unikał jej wzroku- Dla Ciebie to, że każdego dnia ktoś znikał, zostawiając dom i rodzinę jest linijką, kilkadziesiąt znaków w artykule. A myśmy to odczuli na własnej skórze. Więc nie waż się więcej negować spraw, które dla osób choć odrobinę świadomych historii swojego kraju są oczywiste- opadł na zajmowany wcześniej fotel. Znów siedział z zamkniętymi oczami, bawiąc się bransoletą zegarka. Agata siedziała skamieniała, wciąż zszokowana jego nagłym wybuchem. Nie wiedziała jak powinna się zachować, i co może sprowokować go do kolejnego napadu. Czekała. Nerwowo mrugała powiekami, czuła jak jej serce bije w przyspieszonym rytmie, nie chciała, by zorientował się, jak wielkie wrażenie na niej wywarł-Mieszkały więc we dwie, w dużej, czynszowej kamienicy na Żoliborzu. Esencja secesji. Jakieś kute bramy, płaskorzeźby i data wyryta na samej górze budynku. Właściwie, to niewiele czasu spędzaliśmy w domach- biegaliśmy nad Wisłę, przesiadywaliśmy w Marymoncie, ganialiśmy po parkach, cuda wianki. Do mnie, przychodziliśmy rzadko. Wstydziłem się. U niej zawsze pachniało obiadem, było ciepło, jej matka z uśmiechem pytała czy jesteśmy głodni. U mnie było inaczej. Moja Mama w domu była gościem. Szybko nauczyłem się gotować, bo głupio mi było patrzeć jak styrana wraca roboty i rzuca się do garów. Więc ja wziąłem to na siebie. I początkowo strasznie nie chciałem, żeby Olka o tym wiedziała. Myślałem, że przestanie mnie traktować jak chłopaka, że wyzwie od bab. A jej się to całkiem spodobało. Poza tym, mój dom pachniał tęsknotą do ojca. Ale inną niż u niej- u niej, ta tęsknota była uświęcona, one kochały kogoś, kto odszedł prawie jak bohater. Myśmy z matką wiedzieli, że ojciec zwyczajnie nas wystawił. Ta tęsknota była taka ponura i żałobna. I Ola szybko to wyczuła. I zrozumiała, że wolę żebyśmy u mnie nie siedzieli. Nigdy nic nie powiedziała, ale jestem pewna, że wiedziała.

-Mówi Pan, że spędzaliście wspólnie większość czasu. Ola nie miała przyjaciółek, koleżanek? Nie ciągnęło jej choć trochę do lalek, albo  czegoś w tym stylu?- zasłuchana w jego opowieść Agata oparła głowę na ręce i pod półprzymkniętymi oczami nakreśliła świat, który opisywał jej Sarba. Widziała biegające po parku, tandetnie ubrane dzieci, czuła zapach kamienicy, dźwięki przejeżdżających samochodów.

-Oczywiście, że miała koleżanki z kamienicy. Znała je o wiele dłużej ode mnie, zresztą, co tu dużo mówić, nie istniała możliwość, że namówi mnie do gry w klasy czy inną bzdurę. Ale tak naprawdę, jeśli o kogokolwiek mógłbym być zazdrosny, a jednak nie byłem- krótkie wtrącenie, które zaznaczył otwierając oczy i potrząsając dłonią, upewniło dziennikarkę, że mężczyzna był w rzeczywistości bardzo zazdrosny- to o Aldonę- Agata drgnęła. To imię pojawiło się po raz pierwszy w opowieści Sarby. Dziewczyna odczuła podniecenie, podobne do uczucia towarzyszącego pojawieniu się nowego bohatera we wciągającej powieści, o którym wie się, że może odegrać kluczową rolę- Aldona była jej kuzynką, córką siostry matki Olki. Mieszkała z rodzicami w Krakowie. Nie widywały się często, ale Olka była do niej strasznie przywiązana. Zawsze jak wracała z wakacji, to ciągle mówiła, Aldona to, Aldona tamto…- przedrzeźnił przyjaciółkę z irytacją- Ale tak sobie czasem myślę, że gdyby nie Aldona, to losy Oli by się tak nie potoczyły.

-Dlaczego? W Warszawie miała chyba wiele okazji by zaistnieć- mruknęła przytomnie Agata, kodując w pamięci wyraźną niechęć Sarby do kuzynki Kiliańskiej.

-Ale w Krakowie była magia, cała ta bohema. Sztuka przed duże „s”, ona mi kiedyś powiedziała tak, słuchaj Janek, ja czasem mam wrażenie, że jak komunizm szedł przez kraj, to Kraków takim łukiem ominął- nakreślił w powietrzu półokrąg- Nie widziała tam brudu i szarości, bo była tam na chwilę. 

-Jak zachowywała się w szkole?

-Nie lubiła szkoły. Szkoły jako takiej- zmarszczył brwi- Chodziła chyba na wszystkie możliwe kółka zainteresowań, bzdury typu kółko historyczne, filatelistyczne, biologiczne, chór, w końcu koło teatralne. I chyba dopiero tam poczuła się spełniona.

-Pan też brał w tym udział?

-Nie. W podstawówce, nasze drogi się trochę rozeszły. Mieliśmy po osiem lat, i do podstawówki chodziliśmy po siedem lat. Ja odkryłem wtedy uroki samochodzików, czołgów, no zabaw z chłopakami. A Ola rzuciła się w wir szkoły, znała tam wtedy każdego. Byliśmy jakoś w drugiej, a może trzeciej klasie, kiedy poznała bliżej Grażynę Dyksińską. Niesamowita to była znajomość, pamiętam, że kontaktowały się aż do śmierci Oli. Ostatni raz widziałem ją na polskiej premierze Władcy Pierścieni, to mogło być jakoś…- zmrużył oczy próbując przypomnieć sobie datę- Na początku lat 90. Wysłała mi zaproszenie. Omal jej nie poznałem- westchnął głęboko- A potem, znów staliśmy się sobie bliżsi. Ona poznała moich kumpli od piłki, czasem nawet z nami grała. A ja stałem się cenionym krytykiem spektakli wystawianych przez kółko. Zawsze mówiłem prosto z mostu, czy spektakl mnie przekonuje czy nie. Okazało się, że nie tylko Ola miała z tej grupki dzieciaków zostać kimś w świecie.  Kręcił się tam Jędrek Prus, albo Karol Strasburger. Ale on krótko, on coś trenował przy Legii.  Nie uwierzysz mi, ale w kilku przedstawieniach wzięła udział nawet Stanisława Celińska.

-Ola już wtedy wiedziała, że zostanie aktorką?

-Nie. Ona praktycznie do połowy liceum była zdecydowana na medycynę. Głównie ze względu na matkę. Wiedziała, że będzie musiała utrzymać dom, że lekarz jest  pewnym zawodem. Poza tym, to było marzenie jej matki. Wątpię by była dobrą lekarką… Jasny gwint- zerknął na zegarek- Zasiedziałem się, jeszcze parę minut i bym się spóźnił. Czas biegnie jednak szybko- wstał i nie dając Agacie czasu na reakcję szybko zarzucił na plecy płaszcz i niemal wybiegł z mieszkania. Dziennikarka podeszła do okna. Widziała jak spokojnym, sprężystym krokiem przemierzał osiedlowe podwórko i wychodził na główną ulicę. Wiosna. Uchyliła okno, pozwoliła słońcu musnąć swoje policzki. Widziała tonący w słonecznych promieniach wiatr, ożywczo zielone liście poszturchiwane przez wiatr. Wyrwała się z letargu. Lunatycznym krokiem podeszła do laptopa i szybko go uruchomiła. W wyszukiwarkę wpisała nazwisko. Wśród milionów chybionych stron, wybrała tą jedną, zawierającą potrzebne jej informacje. Dochodziła szesnasta. W niespełna piętnaście minut Agata z pomocnika kucharza przemieniła się w dziennikarkę. Dumną, pewną siebie, elegancką, budzącą zaufanie. Zbiegła po schodach, i ruszyła tą samą drogą, którą pół godziny wcześniej przemierzył Sarba. Warszawa budziła się do życia. Dresiarze okupowali już wszelkie dostępne murki i schody, dziewczęta zaczęły wyjmować z szafy krótsze spódniczki. Na ulicach pojawiły się kobiety z wózkami, gdzieniegdzie mignęły roześmiane dziewczynki na rolkach i chłopcy z piłkami pod pachą. Zrezygnowała z tramwaju. Szła uśmiechając się, czując że wiosna dodaje jej energii. W końcu dotarła do dużego budynku, wewnątrz którego znajdowała się porządnie wyglądająca firma zajmująca się dystrybucją filmów do kin studenckich i studyjnych. Jak głosił napis na tabliczce- jedyna w mieście. Przeszła przez obsadzony kwiatkami chodnik i nieśmiało uchyliła drzwi. W chłodnym korytarzu, zawalonym plakatami filmowymi nie było ludzkiej duszy. Zerkała w uchylone drzwi.

-Pani była umówiona?- podskoczyła słysząc ostry głos. Głowa blondynki pojawiła się w drzwiach i szybko zniknęła. Zaintrygowana Agata weszła do pokoju.

-Nie, ja…

-Mogę jakoś pomóc?- siedząca za biurkiem kobieta nie była stara. Była zwyczajnie zmęczona. Dwa pierwsze guziki białej, służbowej bluzki były rozpięte, włosy zaczynały wymykać się spod kontroli lakieru. Korekcyjne okulary, których używała zapewne tylko do czytania zsunęły się na czubek nosa.

Na biurku, zawalonym papierami znajdowała się mała, złocista tabliczka- „Iga Kiliańska, prezes”. Agata oniemiała wpatrywała się w nią, za nic nie mogąc odnaleźć w tej zagubionej i umęczonej kobiecie podobieństwa do jej charyzmatycznej matki.

======================================================== 

Mam nadzieję, że nie muszę dodawać, że wszystko to co opisuję jest fikcją?

Nie będę kopiować formułki o przypadkowości zdarzeń i postaci.

 

Limo.

skomentuj (0)


Strona główna