-My się chyba nie zrozumieliśmy- Agata nawet nie śmiała spojrzeć naczelnemu w oczy. Przez kwadrans siedzieli w ciszy pełnej niepokojącego napięcia aż w końcu jej przełożony odezwał się lodowato, a Starska zamarła. Teczka z jej dotychczasowymi wypocinami leżała na biurku.
-To znaczy…
-Sęk w tym, że nic nie znaczy!- rzucił teczką o blat- Oszalała pani do reszty? Daję pani miły i przyjemny temat na stronę plus dwa, no może trzy zdjęcia i co? Co dostaję? Cholerne dwa rozdziały biografii!
-Jak to biografii, przecież sam pan mówił…- spróbowała niepewnie.
-Wiem co mówiłem! Gdzieś sobie mogę wsadzić to pani barwne CV skoro nie potrafi pani nawet napisać felietonu, wspomnienia!- usiadł i zaczął pocierać sobie pulsujące skronie- Zrozumiałbym jeszcze, gdyby te pięć stron były całością, poszłaby ostra korekta i po krzyku, ale tu… Ja naprawdę nie chciałbym odbierać pani tego artykułu.
-Ja też nie, przepraszam, że tak to wyszło, ale… Kiliańska była tak szalenie skomplikowaną osobą, ja… Zainteresowała mnie i chyba trochę… przesadziłam.
-No trochę. Ma pani czas do…- przewrócił kilka kartek w kalendarzu i nerwowo poprawił krawat- czwartku.
-Przyszłego czwartku, prawda?- przełknęła głośno ślinę, wiedząc doskonale, co za chwilę usłyszy.
-TEGO czwartku. To jest ostatni dzwonek- spojrzał na nią złowróżbnie- Albo wykroi z tego pani ładny wstęp i zmajstruje pozostałe 3500 znaków, albo, no cóż…
-Oczywiście- wstała czując jak miękną jej kolana- Mogę…?
-Nie, zostaw mi to jeszcze na chwilę- rzucił zbierając jej sprzed nosa kartki- To jest dobre, pani Agato, naprawdę dobre, ale sama pani rozumie, to nie ta okazja.
-Dziękuję- mruknęła tylko i wyśliznęła się z gabinetu. Miała dwa dni. Szarpnęła płaszcz z wieszaka i wyszła z budynku redakcji układając w głowie plan działania. Szybko skierowała się do biblioteki i nie licząc się z wagą wybieranych książek, za to bacznie analizując daty, wypożyczyła wszystkie książki w których mogła natknąć się na jakąkolwiek wzmiankę o Kiliańskiej. Po szybkiej wizycie w spożywczaku na rogu, obładowana dodatkowo kilkoma butelkami wina przeszukała całe mieszkanie, starając się dotrzeć do swojej redakcyjnej legitymacji i jakiejś zaległej akredytacji. Nadludzkim wysiłkiem wyciągnęła ją za szafy i byłaby wyszła z domu prosto do teatru gdyby nie natknęła się w drzwiach na wyprostowanego jak struna Sarbę.
-Byłaś u Igi- rzucił oskarżycielsko, mrużąc złowróżbnie oczy.
-Owszem- rzuciła twardo. Sarba spojrzał na nią zaskoczony, ale tylko na chwilę stracił rezon.
-Jakim prawem, pytam się?
-Jak to, jakim prawem?- spojrzała na niego, myśląc że się przesłyszała- Normalnym. Moim. A teraz przepraszam, ale muszę…- spróbowała przecisnąć się między nim a futryną, jednak jego błyskawicznie wyciągnięta ręka uniemożliwiła jej ucieczkę.
-Nie tak prędko- wepchnął ją do środka i ze stoickim spokojem zaczął ściągać płaszcz.
-Miałam wyjść!- rzuciła wściekła.
-Ale nie pójdziesz, chyba musimy sobie kilka rzeczy wyjaśnić- mówił tonem nie znoszącym sprzeciwu. Zresztą, sam jego sposób bycia odebrał Agacie ochotę do stawiania się- Nie kłopocz się, dla mnie popielniczka- mruknął bezczelnie, wyprzedzając jej zwyczajowe pytanie o kawę. Mijając ją osłupiałą wszedł do salonu- Mogłabyś ją czasem opróżnić- powiedział z dezaprobatą i pewnie namierzył śmietnik, znajdujący się z kuchni. Opadł na swój ulubiony fotel, zapalił papierosa i utknął w niej pełne nagany spojrzenie.
-Co tu się dzieje?- spytała cicho, starając się zmierzyć z sytuacją.
-Chcesz napisać porządny artykuł, w którym wyjaśnisz, jaką osobą naprawdę była Aleksandra?
-Nie.
-Więc powinnaś… Co takiego?- urwał, uświadamiając sobie zaskakującą odpowiedź dziennikarki, która stała tyłem do niego, wpatrzona w blokowisko za oknem.
-Byłam dzisiaj w redakcji, mam napisać zwięzły, miły artykuł poświęcony jej twórczości, taką pamięciówkę.
-Pamięciówkę?- powtórzył tępo Sarba.
-Tak nazywamy wspomnieniowe teksty poświęcone czyjejś pamięci, w tym wypadku Kiliańskiej.
-Nie możesz sprowadzać kilkudziesięciu lat życia i wybitnej twórczości, do jakiejś cholernej pamięciówki!- uniósł się z miejsca i patrząc na nią oskarżycielsko.
-Chyba jednak muszę- powiedziała cicho i nagle zrobiło jej się przykro. Uświadomił sobie, że wcale nie miała ochoty rozstawać się z Kiliańską, jej życiem opowiedzianym przez Sarbę. Zadomowiła się już w powojennej Warszawie. Zapadła cisza, w trakcie której zastanawiali się jak wybrnąć z sytuacji, w której znalazła się Agata.
-Ja Ci powiem, co masz zrobić- powiedział nagle Sarba tonem człowieka, bez którego świat by się zawalił.
-Ciekawe co- bąknęła uszczypliwie.
-Napisz tą całą pamięciówkę, napisz, a co- zabulgotał strzepując popiół z papierosa- A potem, zredagujesz książkę.
-Książkę?- uniosła ironicznie brew.
-Tak, okładka w środku spięte kartki, nazywamy to książką- uśmiechnął się złośliwie- Ty umiesz słuchać, a ja nie wiem, czy jeszcze komuś to wszystko będę w stanie opowiedzieć. Nie zmarnujemy tego.
-Ale ja nie chcę pisać książek, chcę pracować dla mojej gazety!- zaczęła wymachiwać rękami, jakby licząc, że w ten sposób do Sarby dotrze to co chciała mu przekazać.
-Nie obchodzi mnie, czy później napiszesz coś jeszcze. Musisz napisać tylko tę jedną.
-Muszę?- jej oburzenie osiągnęło szczyt- Nic nie muszę, a już na pewno pan nie będzie mi rozkazywał. Nie przeczę, z pana opowieści wynika, że Kiliańska była nieprzeciętną osobą, ale ja mam napisać o niej artykuł, a nie biografię. Nie po to kończyłam studia, nie po to przez tyle miesięcy parzyłam kawę i kserowałam notatki. Ani pan, ani nikt inny nie zmarnuje mi tej szansy.
-Taka z Ciebie dziennikarka, że nawet tematu nie możesz wybrać- burknął.
-To są początki!
-To napisz książkę na początek!
-Czy pan mnie w ogóle słucha? Jeśli napiszę tę cholerną książkę, to do końca życia pozostanę jej autorką i z tym będę kojarzona, bez względu na poziom artykułów, które stworzę później!- zaczynało jej brakować tchu.
-Jak będziesz dobra, to się od tego uwolnisz.
-Żałosna prowokacja- wycedziła chłodno.
-Zrobimy tak- Agacie opadły ręce. Sarba reagował tak, jakby cała rozmowa nie miała miejsca. Zignorował jej wątpliwości i argumenty, w swoim stylu kontynuując swoją myśl- Pomogę Ci napisać tę wspomnieniówkę…
-Pamięciówkę…
-Mniejsza o to- machnął ręką- Będzie świetna. Naprawdę, do niczego się nie przyczepią. Wyłuskam najważniejsze fakty, a przy tym istota charakteru Oli nie zniknie. A potem napiszemy książkę.
-Nie da rady, skąd wezmę czas?
-Rób sobie co chcesz, ale przypuszczam , że za to co napiszesz o Aleksandrze, wylecisz z redakcji szybciej, niż gdybyś nie napisała nic- spojrzał na nią z politowaniem. Agata wciąż stała w przedpokoju, kiedy usłyszała szczęk zamykanych drzwi. Westchnęła i czując do siebie obrzydzenie pobiegła by dogonić Sarbę. Ku jej zdziwieniu, mężczyzna stał oparty o szafę. Nie miał na sobie ani butów ani płaszcza i właściwie nic nie wskazywało na to, że zamierza wyjść- Co tak patrzysz?- burknął opryskliwie- Przecież wiedziałem, że tu przyjdziesz- po raz kolejny minął ją, przeklinającą własną łatwowierność i naiwność i z westchnieniem ulgi opadł na swój fotel.
-Nie obiecuję, że to dam- zaznaczyła, włączając dyktafon.
-Napisz tak…
Wolność, miłość, pasja, chyba te słowa najlepiej opisują życie, ale i twórczość jednej z najwybitniejszych polskich aktorek, Aleksandry Kiliańskiej. Wychowana w powojennej Warszawie, szybko zrezygnowała z marzeń o medycynie, które zamieniła na sen o estradzie, scenie i uczuciach, przekazywanych wprost do widza, siedzącego zaledwie parę metrów dalej.„Wszystko zaczęło się od podstawówki i kółka teatralnego”- wspomina jeden z najbliższych przyjaciół aktorki. Patrząc na zdjęcia, trudno uwierzyć, że niewiele brakowało, by ta piękna i pewna siebie kobieta, nigdy nie weszła na scenę. Po aresztowaniu jej ojca, grafika Wiktora Kiliańskiego, Aleksandra znienawidziła system, oraz otaczający świat, czemu upust dawała ostentacyjnie ignorując zarówno pochody pierwszomajowe jak i szkolne apele. Zdobyty w ten sposób czas wykorzystywała na udział w strajkach i procesach ludu robotniczego, walczącego o nową, lepszą Polskę, w którą głęboko wierzyła. „Błyskawicznie uczyła się tekstów, pozostali przepowiadali je przed lustrem, denerwowali się, a Olka do ostatniej chwili jadła albo czytała”- śmieje się spoglądając na stare fotografie Klara Zylska, przyjaciółka Kiliańskiej z pierwszej przystani, do jakiej dopłynęła po ukończeniu szkoły teatralnej, Teatru Rozmaitości, wówczas znanego jako Teatr Młodej Warszawy. Zawsze otoczona grupą przyjaciół, lubiana w szkole i w mieście, myślała, że osiągnęła już wszystko, na co było ją stać. To był jednak zaledwie jeden z przystanków, na jej twórczej drodze. Wkrótce zrealizowała swoje wielkie marzenie i zamieszkała w Krakowie, mieście jej dzieciństwa, które kochała bardziej niż rodzinną Warszawę. Tam, dzięki znajomościom nabytym jeszcze w czasach szkolnych , udało jej się znaleźć angaż w Teatrze Bagatela, od czasu do czasu biorąc udział w występach Teatru KTO. Kraków, ówczesna siedziba artystów z całego kraju, pozwoliła jej poznać wielkich tamtych czasów, między innymi- Zbigniewa Cybulskiego, Bogumiła Kobielę, a nawet Romana Polańskiego, który pomimo nader krótkiego kontaktu z Kiliańską, przez długie lata korespondował z nią, nigdy jednak nie tworząc z nią filmu. Przygody z X muzą odwróciły uwagę aktorki od teatru, przede wszystkim z powodu sukcesów, które odnosiła. Z czasem, stała się pełnoprawnym, choć jednym z najmłodszych członków grupy o której niegdyś marzyła i myślała jak o niedoścignionych ikonach. Po śmierci Cybulskiego, grupa azyl odnalazła w Warszawie, do której mimo wszystko zdecydowali się powrócić. Ostateczny wyjazd Polańskiego z kraju, jego spełnienie zawodowe i prywatne, sprawiło, że wahająca się dotychczas Aleksandra, podjęła ostateczną i nieodwracalną decyzję o wyjeździe do Francji. Rozkoszując się urokami Paryża, zagrała kilka drobnych ról w studyjnych filmach, i pewnie byłaby żyła tak dalej, gdyby na jej drodze nie pojawiła się Niagara Ruiz. Aktorka przed laty, ich pierwsze spotkanie wspominała następująco: „ To było na Montmartrze, w okolicach placu Clichy. Wychodziłam z maleńkiego kina, po którym dziś nie ma nawet śladu. Na ulicy było już ciemno, a ja marzyłam , by być już w moim mieszkaniu. Nagle, ktoś szarpnął mnie za łokieć, a ja myślałam, że to już koniec. Kiedy się odwróciłam, widziałam tylko jarzące się niemal w ciemności oczy Niagary. Znieruchomiałam przerażona a ona prosto z mostu rzuciła: W maju zaczynamy zdjęcia. I zniknęła, a następnego dnia, pod moimi drzwiami znalazłam scenariusz filmu <Kobieta Bezimienna>”. Obraz nawiązywał do jednego z najsłynniejszych dramatów Szekspira- „Makbeta”. Kiliańska wcieliła się w rolę Lady Makbet, tworząc niepowtarzalne studium psychologiczne kobiety samotnej i zaszczutej, w której brak miłości, zakiełkował żądzą władzy. Film zdobywając deszcz nagród, otworzył Kiliańskiej drogę do Europy, którą wkrótce, z Niagarą u boku, podbiła. W końcu, europejska przygoda dobiegła końca, a Kiliańska chcąc nie chcąc musiała wrócić do Polski, wówczas, nijak mającej się do wielobarwnego świata z zachodu….- Nie no, rany boskie kto to pisał?- wyszukała inicjały, jakimi opatrzony był artykuł w stopce- Starska… Agata Starska co to za jedna? Jak mogli dać komuś takiemu TAKI artykuł do napisania?- wymruczała wściekła i napiła się kawy- Świat się kończy słowo daję…
-Pani Agatko, myślę, że się dogadaliśmy- naczelny pęczniał z dumy. Wzmianka o artykule, opatrzona wybranym przez Sarbę zdjęciem Kiliańskiej zajmowała sporo miejsca na okładce najnowszego wydania gazety. Szef wymachiwał nią z radością- A już myślałem, że to koniec, po tym co pani mi dała, już myślałem, że panią będę musiał na gospodarczy wypchnąć!
-Naprawdę?- Starska, nieco przytłoczona entuzjazmem pracodawcy spojrzała na niego ze strachem. Na studiach zarówno staż jak i późniejsza praktyka w dziale gospodarczym była największą porażką i degradacją dla młodych dziennikarzy. Dziś, była już pewna, że uniknęła najgorszego i typowym dla swojego gatunku artykułem zaklepała sobie miejsce w redakcji. Sama, nie była z niego zadowolona, doskonale też zdawała sobie sprawę z tego, że tak jak w tej chwili uginała się pod ciężarem komplementów naczelnego, tak wkrótce spadnie na nią deszcz krytyki wszystkich tych, którzy nie zgadzali się ze zdaniem Sarby na temat Kiliańskiej. Przecież wciąż było mnóstwo tych, którzy ją pracowali i znali, chociażby jej córka. Nie miała cienia wątpliwości, że Sarba nie jest obiektywny, a wizerunek Kiliańskiej był niedoścignionym ideałem, jaki wytworzyła jego wyobraźnia zapewne już po śmierci aktorki.
____________________________________
Limo.